Blog posts

Introligatorstwo to ginący zawód. Czy na pewno?

Introligatorstwo to ginący zawód. Czy na pewno?

Introligatorstwo
Czas czytania: 7 minut

W zeszłym tygodniu uczestniczyłem w konferencji akademicko-zawodowej dla introligatorów. Tego typu konferencje kojarzą się często z siedzącymi w półkolu tęgogłowymi profesorami i doktorami, którzy wygłaszają trudne i zawiłe językowo referaty, których treść rozumieją jedynie oni sami. Ta na całe szczęście była zupełnie inna, a relacja z takiej konferencji jest dobrą okazją, aby opowiedzieć o wielu kwestiach związanych z naprawą książki i odpowiedzieć na często zadawane pytania.

 

Introligator a konserwator

 

Całe wydarzenie odbyło się w moim rodzinnym Poznaniu, w Bibliotece Raczyńskich. Konferencja ta – a w zasadzie forum – odbywa się regularnie w tym mieście jako Forum wielkopolskich konserwatorów papieru i skóry (tym razem po raz XIII). Taka nazwa dla kogoś nieobeznanego z tą dziedziną niewiele ma wspólnego z książkami i ich oprawianiem – ale to tylko pozór. Warto wiedzieć, że konserwatorzy, którzy zajmują się pracą nad zabytkowymi książkami, dokumentami i fotografiami, kształceni są właśnie w kierunku konserwacji skóry i papieru – bo to głównie z tych materiałów, jakby na to nie patrzeć, zbudowane są książki. Trzeba też przy tej okazji zaznaczyć, o czym wiele osób nie wie, że choć i konserwatorzy, i introligatorzy zajmują się książkami – to ich praca przebiega ZUPEŁNIE inaczej i robią inne rzeczy. Bardzo często jest tak, że przychodzimy do introligatora z książką do naprawy, a on wspomina nam coś o konserwatorze; bynajmniej nie znaczy to, że czegoś nie umie i próbuje się wykpić od roboty – oznacza to, że książka, zwłaszcza bardzo stara, potrzebuje czegoś więcej, niż tylko oprawy w nową okładkę czy w ozdobne etui. Konserwator uzupełnia papier, ręcznie odtwarza kartę tytułową czy np. usuwa z książki pleśń. To oczywiście tylko mała część wykonywanych przez niego czynności, dzięki którym przywraca do życia stare i często bardzo cenne eksponaty, które my następnie oglądamy w muzeach.

 

Introligatorstwo

Naprawa książek masowych

 

Jedna z pierwszych prelekcji dotyczyła pracy nad książką masową, czyli drukowaną w XIX wieku i później.

To na początku XIX wieku zaczęto produkować książki w taki sposób, jak się to robi do dziś, czyli w dużym skrócie – przestawiono się z całkowicie rzemieślniczej pracy na produkcję maszynową. Był to magiczny dotyk rewolucji przemysłowej, który objął również książki i ich tworzenie – od teraz zaczęto je wytwarzać tanio, szybko i w wielkich ilościach. Oczywiście wpłynęło to zasadniczo na ich jakość, która zaczęła się z dekady na dekadę znacznie pogarszać. Dziś wygląda to niestety tak, że ratowanie XIX- lub XX-wiecznych książek u introligatora czy konserwatora często jest zupełnie nieopłacalne – zwłaszcza że nierzadko wymaga to o wiele więcej czasu, pracy i wysiłku niż kilkusetletnie zabytki, a cena naprawy przewyższa wartość samej książki kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt razy.

Co nie znaczy, że nikt nie podejmuje się ich naprawy i że są skazane na zagładę. Jednak robi się to albo wtedy, gdy książka z jakiegoś powodu jest wyjątkowo cenna i wartościowa, albo wtedy, gdy ma dla właściciela naprawdę wysoką wartość sentymentalną lub kolekcjonerską. I o takich właśnie przypadkach opowiadała p. Kornelia Kondracka, pracująca na co dzień w pracowni konserwatorskiej Biblioteki Kórnickiej, jednej z najstarszych bibliotek w Polsce, mieszczącej się w zamku Kórnickim pod Poznaniem. W zbiorach tej biblioteki znajdują się m.in. rękopisy Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego. Sama biblioteka jest przepięknie urządzona i położona – w niczym nie ustępuje bibliotekom ze zdjęć obiegających Internet. Zaręczam, byłem i widziałem. 

Natomiast książki, o których była mowa na prezentacji, można oglądać na wystawie organizowanej właśnie przez tę bibliotekę. Ale nie tylko do 31 sierpnia tego roku potrwa wystawa dotycząca introligatorstwa w ogóle. Zdecydowanie warto ją odwiedzić, zwłaszcza że cena wystawy wliczona jest w cenę zwiedzania zamku.

A poniżej film na temat introligatorstwa zrobiony przez Bibliotekę Kórnicką.

 

 

Wyklejka czy przekładka? Wstążka czy znacznik?

 

Innym temat, który na konferencji poruszyła znana w środowisku introligatorskim dr Elżbieta Pokorzyńska, to powstający (w końcu) słownik terminów introligatorskich. Wbrew pozorom, problem słownictwa nie dotyczy wyłącznie samych introligatorów, ale też wszystkich, którzy interesują się książką. Te same elementy książki, narzędzia, techniki czy przedmioty mają po kilka nazw. Czasem dochodzi do kuriozalnych sytuacji, gdy jeden czytelnik mówi o przekładkach, a drugi o wyklejkach; albo o trzonie książki, a drugi o bloku czy bloczku – i się nie rozumieją, choć mówią cały czas o tym samym. Zwłaszcza że zainteresowanie introligatorstwem i dobrymi książkami systematycznie (nawet jeśli powoli) rośnie, więc tego typu sytuacje będą coraz częstsze. Problem bierze się stąd, że nazewnictwo w tej dziedzinie nigdy nie było ujednolicone ani nie miało jednego źródła – część wyrazów wzięła się z języka polskiego, a część z niemieckiego lub innych języków. Niektóre nazwy w ogóle nie mają polskich odpowiedników (jak np. fore-edge painting, czyli malowanie ilustracji na brzegach książek).

 

introligatorstwo

 

Zawód z przyszłością?

 

Ostatnim elementem Forum był panel dyskusyjny, w którym miałem przyjemność być jednym z kilku panelistów. Dotyczył on w ogólnym rozrachunku tego, czy zawód introligatora ma dziś rację bytu, czym się zajmujemy w tym zawodzie i jak widzimy jego przyszłość.

Sam często jestem pytany o to, czy to faktycznie jeszcze zawód, ale wymarły, czy już relikt przeszłości, którym zajmuje się na wpół hobbystycznie raptem kilka osób.

Otóż nie – mimo że nie jest to zawód cieszący się tak dużym rynkiem i popularnością jak np. branża motoryzacyjna, to niech za odpowiedź świadczy fakt, że wielu introligatorów zaproszonych na forum nie przyjechało z powodu nadmiaru pracy. Na wykonanie prostej oprawy u wielu introligatorów trzeba czekać nawet i miesiąc – dwa, a u niektórych – rok i więcej. Jak więc widać, pracy jest aż za dużo. Nie brakuje też osób, które chciałyby się tego zawodu uczyć.

Choć fakt faktem, ten zawód przeszedł pewne przeobrażenie. Zanika introligatorstwo będące czystym rzemieślnictwem i funkcjonujące tak samo, jak na przykład mechanicy samochodowi. Taki introligator-rzemieślnik zajmował się głównie doraźną naprawą i oprawą tanich książek czy prac dyplomowych. Ale książka masowa, co już było wcześniej powiedziane, w stosunku do swojej wartości nie jest ani łatwa, ani tania do naprawy. Zresztą wiele książek klejonych albo w ogóle nie nadaje się do naprawy, albo można je naprawić tylko raz, i to z dużą stratą na jej otwieralności – a koszt przedsięwzięcia będzie w najlepszym razie taki sam lub wyższy niż kupno nowego egzemplarza. Odpowiedź „dlaczego” tacy rzemieślnicy wymierają, nasuwa się więc sama.

Ale introligator-rzemieślnik to tylko jeden z odcieni tego zawodu. Panel pokazał, że takich jest więcej, niż by się mogło wydawać: niektórzy introligatorzy żyją z projektowania i tworzenia kart menu dla restauracji i hoteli, inni z oprawiania dokumentów notarialnych i sądowych, inni pracują w archiwach i pracowniach konserwatorskich, inni zajmują się oprawą zdjęć i unikatowymi albumami ślubnymi, jeszcze inni wykonują stałe zlecenia dla wydawnictw zajmujących się faksymiliami. A jeszcze inni wykonują zaś oprawy bibliofilskie i artystyczne. Nie mówiąc o tym, że introligatorzy są również potrzebni jako nauczyciele na uczelniach artystycznych. Zatem pracy nie brakuje – każdy z nich ma pełne ręce roboty, a ceny opraw artystycznych i bibliofilskich są wysokie i długo się na nie czeka.

I to jest przyszłość tego zawodu. Świadomość wartości książek rośnie, co widać choćby i po tym, że na rynku jest coraz więcej wydawnictw oferujących książki wydane na wysokim poziomie wizualnym i edytorskim. Rośnie też liczba osób, które chciałyby taką książkę kupić, rośnie liczba zapytań o usługi i o warsztaty introligatorskie, rośnie świadomość książki jako dzieła sztuki. Choć jest to wzrost bardzo powolny – ale jednak jest. Dowodem tego jest choćby i to, że blog, na którym piszę te słowa, ma swoje grono odbiorców, które też zresztą systematycznie rośnie. Porównanie (tylko z pozoru) trochę odległe, ale pomyślcie sami – czy jeszcze 10-15 lat temu ktokolwiek by pomyślał, że wysokiej jakości piwa kraftowe i rzemieślnicze oraz kilkuosobowe browary zdobędą taką popularność i stworzą tak duży rynek, jak ma to dzisiaj miejsce? Działka rzemieślnictwa oczywiście inna, ale schemat podobny. Choć pewnie nie wszyscy się ze mną zgodzą, to jednak żywię szczerą nadzieję, że i na piękne książki znów przyjdzie taki czas.

I to można by uznać za podsumowanie tego spotkania. Oraz artykułu, który właśnie czytacie.

 

introligatorstwo

 

Jednego tylko żałuję – że nie potrafię przekazać słowami emocji, dynamiki i żywiołowości dyskusji, jaka się wywiązała na spokojnym z początku panelu.

 

Do 4 czerwca w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu potrwa jeszcze wystawa „Introligator w cieniu? W dziewiętnastowiecznym warsztacie”, która towarzyszyła Forum. Można na niej zobaczyć tradycyjne narzędzia introligatorskie i oprawy z XIX wieku. Część eksponatów pochodzi ze zbiorów Biblioteki, a część z prywatnych zbiorów p. Leonarda Rosadzińskiego. Oczywiście serdecznie na nią zapraszam.

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Introligatorstwo to ginący zawód. Czy na pewno?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Seweryna
Gość
Poruszyłeś kilka naprawdę ważnych dla mnie spraw, więc wypisze w punktach: 1. Bardzo się cieszę, że odbywają się takie konferencję i bardzo żałuję, że nie wiedziałam o tym wcześniej, skoczyłabym na tą wystawę. 2. Jeszcze bardziej się cieszę, że są ludzie widzący przyszłość dla introligatorstwa, ale też rozumiejący książkę jako dzieło sztuki. Marzę, żeby ten trend się rozprzestrzenił, bo brak nawet nie pięknych, ale chociaż estetycznych książek jest bardzo bolesny. Nie tylko w kwestii opraw, ale też edytorstwa. To trochę straszne, ale nawet najlepszych i najbardziej klasycznych książek nie można znaleźć ładnie wydanych (a może nawet głównie tych książek). 3. Słownik terminów introligatorskich to genialny pomysł. Choćby dla takich studenciaków jak ja, którzy w każdym podręczniku spotykają inne nazewnictwo i zazwyczaj z przerażeniem część introligatorską… Czytaj więcej »
Biblioteka Raczyńskich
Gość

Wystawa będzie czynna do 13 lipca. Zapraszamy :)

Martinus
Gość
Moje książki do naprawy wożę do Szczecina, gdzie przy Obrońców Stalingradu 21 (sic!), na zapleczu sklepu z zabawkami mieści się niewielka pracownia p. Dariusza Berezowskiego, który rzetelnie, estetycznie i niedrogo wykonuje solidne naprawy i piękne płócienne oprawy – takie mogę polecić, bo takie zamawiałem i jestem z nich bardzo zadowolony. Naprawiam książki (masówki, XIX-XX wiek), z których często korzystam i siłą rzeczy się rozlatują. Oprawa dla mnie musi być estetyczna i przede wszystkim trwała. Jeśli ktoś potrzebuje takiej oprawy, to zdecydowanie polecam pana Berezowskiego :) dla tej roboty warto wieźć książki nawet z Krakowa. Tymczasem gdy zaniosłem raz dwie książki pod inny adres w Krakowie… zapłaciłem prawie 3 razy więcej i byłem… bardzo niezadowolony z efektu. Potem ze ś.p. panem Śmiłkiem odbyłem dłuuuugą… Czytaj więcej »
Jan Grochocki
Gość

Z introligatorem jak z dobrym lekarzem specjalistą… ;)

wpDiscuz