Blog posts

Dlaczego tytuły książek są drukowane w różnych kierunkach?

Dlaczego tytuły książek są drukowane w różnych kierunkach?

Wiedza praktyczna
Czas czytania: 7 minut

Tytuły książek na grzbietach raz idą z góry na dół, a kiedy indziej z dołu do góry. Wiele osób się temu dziwi, a spore grono ma w związku z tym niemałą zagwozdkę – zwłaszcza gdy ich półkę wypełnia większa liczba książek. Dlaczego tak jest? Czy to przypadek? I która forma jest poprawna?

Zanim odpowiemy sobie na pytanie o poprawność, dowiedzmy się, skąd biorą się obydwa sposoby. Otóż istnieją dwie tradycje wydawnicze – amerykańska i europejska. Różnice między tymi dwoma kontynentami pojawiają się na różnych etapach wydawania i składania książki, a jedną z nich jest właśnie kierunek tytułów na grzbiecie. Tak więc sposób amerykański mówi, aby napisy szły od góry do dołu. Nie bierze się to z przypadku i ma swoje uzasadnienie: dzięki temu łatwiej czyta się napis na grzbiecie, gdy książka leży poziomo „twarzą”, czyli pierwszą stroną okładki zwróconą do góry. Zostało to niejako wymuszone przez wydawców, speców od marketingu i na końcu księgarzy – i faktycznie, gdy widzimy stos ułożonych na sobie książek na wystawie lub na półce, to robi to odpowiednie wrażenie, a napis już z daleka jest łatwy do odczytania. Sprawdza się to też podczas robienia zdjęć promocyjnych, na których znajduje się zazwyczaj sama książka i ewentualnie jej autor. Są też głosy mówiące o tym, że napisy umieszczone w ten sposób łatwiej i szybciej się czyta, bo nie trzeba tyle kręcić głową i szukać początku napisu, gdy książka stoi na półce. Jestem w stanie w to nawet uwierzyć, bo fakt faktem, aby przeczytać tytuł idący z dołu do góry, trzeba wykonać dodatkowy ruch oczami. Nie jestem jednak pewien, czy nadal byłoby tak łatwo, gdyby napis był w kursywie…

Grzbiety zadrukowane wg tradycji amerykańskiej. Fot. artsandcraftshomes.com

 

„Jak z Ameryki, to na pewno lepsze”

 

Wiemy już zatem, że za tradycją amerykańska stoi marketing i sprzedaż – co w sumie nie dziwi ;). Europejska tradycja wydawnicza pod względem tytulatury na grzbiecie jest mniej marketingowa i nastawiona na sprzedaż, a za to bardziej logiczna i merytoryczna – i dzięki temu o wiele bardziej trzyma się przysłowiowej kupy. Bo jakkolwiek nie ma wątpliwości co do tego, że łatwiej przeczytać „amerykański” grzbiet, gdy książka leży, to powiedzmy sobie szczerze – czy nasze książki leżą w domu na półce poziomo? Oczywiście, że stoją pionowo. Po to są zresztą regały i biblioteczki. Nawet gdy trzymamy książki na ziemi, to nie układamy ich jedna na drugiej, prawda? A nawet jeśli by się udało (pomijam trudności z różnymi formatami książek), to spróbujcie wyciągnąć wolumin ze środka takiego stosu.

No chyba, że jesteś Karlem Lagerfeldem.

 

Karl Lagerfeld i książki w jego atelier. Fot. The Selby

Mimo wszystko mam jednak nieodparte wrażenie, że mnie, jako osobie praworęcznej, łatwiej pochylić głowę w lewo, niż w prawo – a wtedy też łatwiej odczytać napis z dołu do góry. Zwłaszcza że wszyscy przecież czytamy z lewej do prawej – zatem argument o łatwości czytania amerykańskich grzbietów też nie jest zbyt przekonujący (za chwilę go zresztą obalimy). Dobra, ale to wciąż tylko nasze domysły, szczypta wiedzy marketingowej i próba logicznej argumentacji – a co na ten temat mówią

 

normy i zasady?

 

W zasadzie to patrząc na chaos, jaki pod tym względem panuje, to nasuwa się pytanie: czy w ogóle są jakiekolwiek zasady i normy regulujące kierunek napisów na grzbiecie? Oczywiście, że są. Na dopuszczalną prędkość samochodów też są normy i zasady ;) i tutaj sprawa wygląda podobnie jak z przestrzeganiem prędkości – zasady swoje, a życie swoje. Wielu z was zapewne pomyśli teraz no tak, kiedyś, przed wojną to było lepiej, przynajmniej porządek był jakiś. Tylko dlaczego było wtedy lepiej? Czy to lepiej faktycznie zależy od różnic w podejściu do pracy zecerów* z początku XX wieku i XXI-wiecznych designerów?

Rzekłbym, że zależy – ale nie od podejścia do pracy (choć w jakimś stopniu oczywiście też), ale raczej od ogólnego „ducha epoki”, w której się znajdujemy, a na którego to ducha składa się sporo czynników. Żeby to zręcznie zobrazować – przypomnijmy sobie, jak to było na przełomie epok z, nomen omen, obrazami: dziś malarstwo awangardowe nikogo nie dziwi i wręcz sympatycznie trąci myszką, natomiast dla kogoś wychowanego w XIX wieku było złamaniem wszelkich kanonów i czymś nie do przyjęcia, wręcz niemieszczącym się w głowie. Podobnie jest przecież z modą – jeszcze do czasów wojennych obowiązywał sztywny i (jak na dzisiejsze czasy) mocno konserwatywny kanon, który z czasem zaczęto przełamywać, a dziś panuje w tej materii niemal całkowita swoboda.

Podobny proces zaszedł również w branży wydawniczej. Dawniej, aby pracować w wydawnictwie, należało wykazać ku temu odpowiednie wykształcenie. Dziś wydawcą może zostać teoretycznie każdy – niekoniecznie ten, kto ma potrzebną do tej pracy wiedzę. I to nierzadko właśnie do takich osób należy ostatnie słowo w kwestii tekstu czy formy książki. Natomiast jeśli chodzi o pracę w zecerni, gdzie książki składało się do druku – tu już nie było zmiłuj; trzeba było przejść odpowiednie przeszkolenie, aby być dopuszczonym do złożenia jakiejkolwiek publikacji. A wiedzę zawodową czerpało się nie z głowy, a z nielicznych wtedy podręczników, które stanowiły kanon i w których wiedza wywodziła się ze starych, XIX-wiecznych zecerni.

 

No i co te podręczniki mówiły?

 

Najstarsze źródło, do jakiego udało mi się dotrzeć, to „Podręcznik dla zecerów” autorstwa W. Danielewicza wydany w Warszawie w 1892 roku. Mówi on ni mniej ni więcej, że

Tytuł na grzbiecie składa się cokolwiek węższy od grubości grzbietu. (…) tytuł umieszcza się w jednym podłużnym wierszu tak, aby mógł być czytany od dołu do góry książki, pismo powinno być zwrócone sygnaturą do pierwszej kolumny okładki.

I to jest właśnie (albo raczej była) oficjalna, przekazywana dalej i uczona w zawodzie zasada. Która zresztą nie jest przypadkowa również z technicznego punktu widzenia – każdy, kto czyta od lewej do prawej, gdy zobaczy leżący poziomo wierszownik z ołowianymi czcionkami, to odruchowo obróci go na lewą stronę, bo tam zaczyna czytać i to tam znajduje się oś obrotu.

 

Dlaczego tytuły książek są drukowane w różnych kierunkach?
Wierszownik z metalowymi czcionkami. Fot. Infinity Stamps, Inc.

 

Żeby wiedzieć, o czym mówię, możemy nawet dla eksperymentu napisać sobie coś na kartce. Jeśli położymy tę kartkę przed sobą i bez zastanawiania się ją obrócimy, to w którą stronę? Zapewne odruchowo obrócimy ją w lewo, tak, że tekst będzie szedł z dołu do góry. Bo szukamy początku tekstu po lewej stronie i to tam, na pierwszej literze, jest oś ewentualnego obrotu. Ponadto piszemy (i czytamy!) od lewej do prawej, w związku z tym po obróceniu na prawą stronę, pod napisem pojawi się dziwna przestrzeń, z którą nie wiadomo w zasadzie, co zrobić. A obracając na lewą stronę, wolna przestrzeń za tytułem komponuje się wizualnie na okładce tak samo, jak pisany i czytany przez nas tekst – na przykład na tym blogu, czy na kartce. Sami więc widzicie, że ta reguła nie wzięła się z powietrza i nie była dziełem przypadku.

 

Dlaczego więc zaczęto tę zasadę łamać?

 

W zasadzie to… nie wiadomo. Być może stało się tak na fali myślenia, że wszystko co amerykańskie, to lepsze. Może z jakiegoś innego powodu. Faktem jest na pewno to, że wraz z upływem lat z wyglądem książek zaczęto eksperymentować, a ich projektowanie, niczym wspomniane wcześniej malarstwo, na przestrzeni dekad przeszło sporą ewolucję. A to odstępstwo pisania tytułów na grzbiecie przyjęło się już na tyle dobrze, że… stało się aktualnie obowiązującą zasadą. Serio. Mówi o tym norma wydawnicza PN-78/N-01222/08  pt. Kompozycja wydawnicza książki, pkt 3.1:

Umiejscowienie nazwy autora i tytułu książki. Nazwę autora(ów) i tytuł książki należy podawać na grzbiecie okładki i obwoluty; elementy te powinny biec w poprzek grzbietu (w formie tzw. szyldzika) lub wzdłuż grzbietu od górnego do dolnego brzegu książki.

Chciałoby się rzec – pozamiatane. Mało tego, to samo mówią wszystkie wydane w ostatnich latach podręczniki wydawnicze i do składu tekstu: „Typografia książki” Michaela Mitchella i Susan Wightman, „Elementarz stylu w typografii” Roberta Bringhursta, a z polskich pozycji – „Typografia typowej książki” Chwałowskiego i podręcznik Adama Wolańskiego wydany przez PWN, który jest w zasadzie wyrocznią na polskim rynku.

 

Czy to dobra zmiana?

 

Malarstwo, moda i wiele innych sfer życia przeszły spore zmiany. A z nimi projektowanie i branża wydawnicza. Prestiż i jakość znów zbratały się z książkami, a do tego towarzystwa dołączyła również kreatywność, która nie odwraca się za sprawdzonymi zasadami, tradycją i kanonem. Pojawił się też pluralizm twórczy, z którego korzystają projektanci. Choć patrząc na niektóre pozycje i niekiedy całe serie wydawnicze ( w których na każdym tomie serii napis jest innej wielkości lub w innym położeniu), chciałoby się rzec, że jest to raczej chaos twórczy. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – przynajmniej możemy pogimnastykować mięśnie szyi ;) dziś każdemu już wszystko wolno, a tytulatura grzbietów książek jest tego znakiem. Taką mamy epokę. Taki mamy klimat.

Czy to dobrze? Oceńcie sami. Najlepiej w komentarzu pod tym artykułem.

A jeśli artykuł Ci się spodobał, udostępnij go znajomym.

* Zecer: zanim wymyślono komputery, to wszystkie książki i gazety drukowało się z ułożonych obok siebie metalowych czcionek. Osobą odpowiedzialną za układanie takiego tekstu z czcionek był właśnie zecer. Niedługo pojawi się cały artykuł o tym wymarłym już zawodzie.

Dodaj komentarz

62 komentarzy do "Dlaczego tytuły książek są drukowane w różnych kierunkach?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Khatja
Gość

W sumie podczas nauki zawsze mnie ta kwestia nurtowała, a nigdy jej nie zgłębiłam! Dzięki za „oświecenie”!

Natalia
Gość

Ten blog jest moim odkryciem miesiąca. Bardzo brakowało mi takiego miejsca w rodzimej blogosferze. Dzięki :)!

Ef Ef
Gość

Ostatnio zastanawiałam się, jak umieścić tekst na grzbiecie, dzięki za artykuł!

Paweł
Gość

Jako przedstawiciel mniejszości leworęcznej wolę przechylać głowę w prawo, więc zmiany są mi jak najbardziej na rękę :) Jednak istniejąca różnorodność ma tę zaletę, że gimnastyka szyi podczas przeglądania półek jest bardziej symetryczna.

gość
Gość

Pozwalam się z tym kompletnie nie zgodzić. Jestem leworęczna ale przecież żyje w świecie praworęcznych i tak też piszę! Nie piszę od prawej do lewej tylko tak jak wszyscy od lewej do prawej! A tytuły książek ZDECYDOWANIE wygodniej mi się czyta z dołu do góry. Kiedy tytuł umieszczony jest z góry na dół, mam wrażenie ze jest do góry nogami. W rysunku technicznym napisy zawsze umieszcza się z lewej do prawej czyli z dołu do góry i do tego jestem przyzwyczajona. Pozdrawiam

oann
Gość

Ja znam wersję, że jedna wersja jest dla tych, co mają w domu jedną książkę, i trzymają ją poziomo żeby wszyscy widzieli tytuł i wtedy grzbiet czyta się łatwiej jak jest z góry do dołu. A druga jest dla tych co mają dużo książek i zwykle też biblioteczkę albo półki, na których książki stoją pionowo i wtedy łatwiej czytać grzbiet z dołu do góry :)

Michał
Gość

To samo dotyczy płyt z muzyką. Choć tu chyba opcja amerykańska przeważa.

Ola
Gość

Świetny artykuł! Myślałam, że to zamieszanie wynika z podejścia „robię, jak mi się podoba”, a tu mogłam przeczytać bardzo ciekawie opisane źródła tego problemu :)

Nox
Gość

Zmiana może być również podyktowana ujednolicaniem wyglądu zagranicznych wydań amerykańskich książek. Prawdopodbnie oryginalni wydawcy wymagają, żeby był zhodny z wyglądem wydania z USA.

erek.fm
Gość

…lekkość. Gratuluję.

Dagmara
Gość

Myślałam, że nie ma zasady, a tu proszę jak logicznie wyjaśnione. Nigdy nie zapytałam o to taty, który jest poligrafem z wykształcenia. Ciekawy blog, piękna pasja. Pozdrawiam, D.

Bubulina
Gość

Świetnie napisane! Dziękuję za garść solidnej wiedzy. Przyznam, że bardzo mnie męczy czytanie tytułów książek z góry na dół… A jeszcze bardziej, gdy są raz w jedną, raz w drugą stronę.
Czy są jakieś normy dotyczące czasopism? W ich przypadku tytuł biegnący z góry na dół ma – moim zdaniem – sens, bo czasopisma przechowujemy zwykle ułożone jedno na drugim… Ale tu też, zdaje się, panuje dowolność.
Jeszcze raz dzięki, będę wracać na tę stronę :)

Jerzy Legro
Gość

Nie jedną noc przesiedziałem na dyżurze w drukarni. Zawsze podziwiałem i zecerów i łamaczy. to byli fachowcy! A tytuły?.. Ci, którzy mają „dwie” ksiązki, mogą je sobie stawwiać/kłaśc jak chcą. Ci zaś, którzy książki adorują, wolą je mieć jedną obok drugiej, z tytułami od dołu do góry. Amerykańska jest lepsza CocaCola, a poza tym… Pozdrawiam czytaczy książek.

Maciej
Gość

Połowa roboty byłaby odrobiona, gdyby księgarze układali książki na półce tak, żeby wszystkie napisy na grzbietach ustawione były w tym samym kierunku – niezależnie do tego, czy okładka stoi na nogach, czy do góry nogami – to już sobie każdy odwróci, jeśli wyciągnie książkę z regału… A tak, łam pan sobie kark, raz tak, raz siak…

Marcin
Gość

A co w takim razie z zasadą: piszemy i czytamy z lewej na prawo, z góry na dół? W tym przypadku system amerykański jest bardziej „do kupy” a fakt zaistnienia w tej kupie marketingowców może być zwyczajnie przypadkowy.

Grzegorz
Gość

To proszę sobie teraz wyobrazić, że musi Pan wprowadzić tekst do scalonych w pionie powiedzmy pięciu komórek w arkuszu kalkulacyjnym. Dla ‚utrudnienia’ niech to będą komórki skrajnie lewe. Jak Pan go obróci? Tak, by tekst biegł z góry do dołu, czyli pozostałe komórki arkusza były ‚nad’ tekstem, czy z dołu do góry tak, aby pozostała część była ‚pod’ nim?

Piotr
Gość

To logicznę – obrócę zgodznie z ruchem wskazówek zegara. Inaczej czytanie takich „kolumn kolumn” odbywało by się w sposób śmieszny – na dól, lecz segmentami do góry, np:
z
a
R
z
a
R

Paulina
Gość

Świetny pomysł na post, nurtowała mnie tak kwestia od dłuższego czasu, zastawiałam się skąd bierze się ta różnorodność. Teraz już wiem, wielkie dzięki :).

Hubert
Gość

Jest Pan znakomity – dziękuję za wyjaśnienie – choć martwi mnie fakt, że nie przekonam swego wydawnictwa do „grzbietu europejskiego” z powodu tej normy nieszczęsnej. Dziekuję za wyjaśnienia

Mateo
Gość

Ależ nie nie nie!
Zdecydowanie łatwiej przechylić głowę w prawo (również praworęcznym).
A już ze stwierdzeniem ” Ponadto piszemy (i czytamy!) od lewej do prawej, w związku z tym po obróceniu na prawą stronę, pod napisem pojawi się dziwna przestrzeń, z którą nie wiadomo w zasadzie, co zrobić. A obracając na lewą stronę, wolna przestrzeń za tytułem komponuje się wizualnie na okładce tak samo, jak pisany i czytany przez nas tekst – na przykład na tym blogu, czy na kartce. ” zupełnie nie sposób się zgodzić. Właśnie patrzę na przeróżne książki i zdecydowanie łatwiej i lepiej czytać mi te z góry na dół a nie odwrotnie. Kwestia gustu i przyzwyczajenia, acz na tak zdecydowane sądy, które lepsze (patrzą choćby na naszą różnicę zdań) bym się nie odważył.

Co nie zmienia faktu, że to bardzo interesujący blog! Będę wracał!

Przemysław Zawadzki
Gość

Tylko od dołu do góry! Tak się czyta naturalniej większości, czyli praworęcznym. To sprawa porządku odbioru. Mówię to jako ilustrator książek (z wykształcenia), a przede wszystkim jako czytelnik (z wykonywania).

Doris
Gość

Zawsze szwedzcy autorzy, widzący polskie wydania dziwili się, gdy oglądali okładkę. To, że jest „po amerykańsku” uznawali za błąd. A ja twierdzę, że „byle jak, oby tylko konsekwentnie” :-)

Michał
Gość
Ja jestem praworęczny i wolę czytać od góry w dół (uprzedzając pytanie: nie jestem osobą o nieustalonej lateralizacji). Przekrzywianie głowy w prawo jest dla mnie dużo wygodniejsze, chociażby ze względu na to, że prawe, silniejsze oko pokonuje przy takim manewrze mniejszy dystans, Dzieje się tak przynajmniej wtedy kiedy patrzę na półkę znajdującą się na wysokości nieco poniżej moich oczu. Książki, których używam najczęściej stoją u mnie właśnie na takiej półce. Historia powstania różnic jest ciekawa, ale argumentacja że system europejski jest bardziej logiczny i merytoryczny mnie nie przekonuje. Autor pisze, że każdy obróci kartkę/wierszownik w lewo. A właśnie nie każdy, bo ja obróciłbym w prawo. To jest kwestia preferencji i przyzwyczajeń. Można się tak spierać o to, który system jest bardziej słuszny i mówić np., że przy regale sięgającym do samej podłogi w systemie… Czytaj więcej »
Joanna
Gość

Ja wolę system amerykański. Mam tyle książek, że na każdej półce są w dwóch rzędach. Z tyłu stoją, a z przodu leżą. Lepiej widać też tytuły książek ustawionych na wysoko położonych półkach (brzeg półki zasłania dolną część grzbietu i — co za tym idzie — początek tytułu w systemie europejskim).

Rafał
Gość

Ten gorszy sposób nazwał bym raczej angielskim, bo tam też drukują odwrotnie, a jestem niemal pewien, że z książkami mieli wcześniej do czynienia niż Amerykanie.

dOb
Gość

Bardzo dobry tekst. Dziękuję

nat
Gość

świetny artykuł, zawsze się nad tym zastanawiałam, dzięki!

Paweł
Gość

Jako inżynier mający do czynienia z rysunkami technicznymi powinno być jak na rysunkach, czyli obracamy głowę w lewo:
od dołu do góry

jezier
Gość

u mnie na półkach – ułożenie europejskie

Stefan Drobner
Gość

Projektowałem książki już od 1973 roku, wówczas obowiązywała norma pisania od dołu, co nie mialo sensu, bo książki położone pierwszą stroną okładki do góry miały na grzbietach napisy do góry nogami – ale taka była oficjalna zasada. W kolejnych latach odchodziliśmy od niej, idąc za głosem zdrowego rozsądku, i redakcje zaczęły to akceptować. Zrobił się śmietnik, ale dzięki temu stojąc przed regałem gimnastykujemy szyje.

Tom
Gość

Projektuję okładki 30 lat. NIGDY nie zaprojektowałem od dołu, zawsze od góry. I nic to nie ma wspólnego z ułożeniem na pólkach. Moja zasada jest taka: leży na stole ksiązka, biorę ją do ręki i nie muszę obracać, żeby odczytać to co na grzbiecie. I tyle. A czasem łatwiej odczytać nazwisko autora i tytuł z grzbietu niż z okładki ;-). Po drugie: jeśli mam szyldzik na grzbiecie to w którą stronę go obrócę, aby rozciągnąć na grzbiecie? Zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

Tomek
Gość

„Bardziej się trzyma przysłowiowej kupy” – do jakiego przysłowia o kupie to odniesienie? ;)

Ewa
Gość

Coraz mniej rzeczy, za które można lubić Amerykanów :P. Dziękuję, przeczytałam z wielką przyjemnością :).

bbc
Gość

Jestem praworęczny i absolutnie nie przeszkadza mi czytanie grzbietów „po amerykańsku”. Ich metoda jest bardziej praktyczna.

Piotr
Gość
Przykro mi to mówić, ale w mojej ocenie tekst jest kompletnie nietrafiony. Autor próbuje znaleźć uzasadnienie dla tytułów na grzbietach czytanych od dołu, powołując się na czytanie od lewej do prawej. Ale jeżeli tekst jest pisany w kolumnie to nie ma czytania od lewej do prawej – i kropka! Można próbować – jak autor – szukać uzasadnienia rzucając teoriami, że „gdy obrócimy..to w lewo!”, które nota bene są wyssane z palca i próbują udowodnić tezę autora, która jednak kupy się nie trzyma – mimo, że to amerykańska miała się nie trzymać kupy. Jednakże drogi Autorze, byłeś bardzo blisko odkrycia dlaczego standard amerykański się przyjął i dlaczego faktycznie – jest lepszy! Jednak zamiast „nagiąć teorię do faktów” (tzn. zostawić fakty w spokoju i do nich dopasować teorię –… Czytaj więcej »
Mari
Gość

Mi nie wadzi ani taki, ani taki zapis tytułu na grzbiecie, choć zdecydowanie wolę amerykański.
Za to z tezami psotawionymi w poscie bloga się nie zgadzam; za duż ogeneralizowania. Ja np., kiedy dostaję pionowy grzbiet ksiązki do przeczytania przed oczy, najpierw patrzę w jakim jest języku. Języki azjatyckie, na przykład, przyuczają do elastycznego podejścia w sposobie czytania.
Dla mnie wcale nie jest odruchem przechylać głowę w lewo O_o
Ale może to znaki czasu. Znakomita większość książek na moich regałach jest opisana w stylu amerykańskim, w tym i takie bardzo, bardzo stare.

Golden
Gość

Ja niektóre książki stawiam na półce do góry nogami, tylko po to, żeby tytuły były w jedną stronę… Artykuł wyjaśnił mi, dlaczego :) I rzeczywiście czytam z dołu do góry.

gość
Gość
Jestem zarówno czytelnikiem jak i autorem. Posiadam w domu mnóstwo książek i postanowiłem zrobić test :) Wziąłem po dwadzieścia pozycji z każdego rodzaju (jedne grzbiety opisane od góry do dołu, drugie – odwrotnie). O dziwo… „kierunek amerykański” czyta się wolniej. Bardziej przyjazny mojemu oku jest grzbiet opisany od dołu do góry. Jednakże z drugiej strony… Jako autor zdecydowanie preferuję styl opisu od góry do dołu. Wyjaśnienie jest proste. Na spotkaniu autorskim książki zazwyczaj układane są jedna na drugiej – grzbietem do czytelników. Jeżeli tenże grzbiet jest opisany od góry do dołu, na wierzchu stosu znajduje się „twarz” książki. W drugim przypadku mielibyśmy do czynienia z tzw. zajawką – na wierzchu leżałaby książka odwrócona tyłem. Tak więc nie dziwię się, że z marketingowego punktu widzenia układ ten jest korzystniejszy.… Czytaj więcej »
Monika
Gość

Uczyłam się projektowania książek wg dawnych, jak Pan to określa, europejskich norm i otrzymałam wtedy od prowadzącego następujące wyjaśnienie – gdyby książka leżała płasko, ale okładką do dołu tytuł pisany „od góry do dołu” byłby do góry nogami, zatem nie moglibyśmy go swobodnie odczytać. W odwrotnej sytuacji (książka leży okładką do góry) jesteśmy w stanie przeczytać tytuł na okładce zatem nie potrzebujemy czytać go na grzbiecie :) Mnie to wyjaśnienie przekonało, a powyższe wywody tylko zwiększają ilość argumentów przemawiających za tym rozwiązaniem.

Łukasz
Gość

Fajnie jest czasem zdobyć trochę bardzo ciekawej, ale niszowej wiedzy :)

Natalia Róża Świat Tomskiego
Gość
Natalia Róża Świat Tomskiego

Genialny artykuł. Och, ile razy się irytowałam przy układaniu książek i zastanawiłam dlaczego tak to ktoś to wymyślił!

Matka Polka Czytająca
Gość

Bardziej odpowiada mi europejski sposób i rzeczywiście na półce też lepiej się sprawdza, bo nie układam książek w poziomie. Ameryka jest przereklamowana, pozdrowienia :)

Ewelina
Gość

Doskonały artykuł. A jeśli chodzi o wspomniany tu chaos twórczy to dla mnie zdecydowanym liderem w tej dziedzinie jest Wydawnictwo Albatros. Kupuję ich książki w dużych ilościach a niektórych autorów wszystkie tytuły. Dlatego też wszystkie te książki posiadam w pierwszym wydaniu. I niestety nie jest mi miło kiedy cała twórczość jednego autora stojąc koło siebie na regale wygląda brzydko i bałaganiarsko. A wynika to z tego, że Wydawnictwo Albatros zmienia szatę graficzną (a więc również wygląd grzbietu książki) przy każdym nowym wydaniu. Zgroza. Szkoda, że wydawnictwa nie przywiązują do tego większej uwagi…
Bardzo dziękuję za artykuł, rewelacyjny !

Tom
Gość

Projektuję książki i okładki od 30 lat. Na grzbiecie zawsze początek tytułu od góry do dołu.

Tom
Gość

Podczas lektury zastanawiałem się, czy to ze mną coś nie tak, czy jednak argumenty przytaczane w tekście nietrafne. I nadal tego nie wiem, ale z komentarzy wynika, że nie jestem odosobniony w swojej niezgodzie. Wygodniej mi z góry na dół, przechylając głową w prawo. Kartkę też obracałbym odwrotnie, niż sugeruje się w tekście (jestem praworęczny).

Tom
Gość

I jeszcze jedna sprawa. Gry planszowe zwykle posiadają napis z nazwą gry na co najmniej dwóch bokach pudełka, zatem układając gry pionowo na półkach, można wybrać sposób, w jaki ułożą się napisy. Z moich obserwacji oraz ze zdjęć w internecie wynika, że czytanie z góry do dołu jest znacznie częściej spotykane, wręcz powszechne.

Radosław
Gość

Uczę od lat – dodam tylko jeszcze jedną kwestię na temat układu tekstu na grzbiecie – także w naszej części świata – od czasu po pojawienia się albumów (fotograficznych, turystycznych, etc.) – taki układ ,,amerykański” jest także normą właśnie dla wydań graficznych – albumowych, gdzie duży format na kredzie sprawiał, że kierunek tekstu licował ze stroną tytułową leżąc na płasko – także na wystawie. W takim wydaniu – obraz był (i jest) ważniejszy od tekstu.

Magdalena
Gość

Panie Janie, Jestem absolutnie zachwycona Pana blogiem! Wszystkie artykuły są dla mnie bardzo ciekawe. Z przyjemnością wykorzystam te informacje w cyklu lekcji dotyczących książek. Nauczyciel bibliotekarz

trackback

[…] Potwierdzają to sygnały od wielu osób mówiące o tym, że szukały one odpowiedzi na rozmaite kwestie i znalazły je właśnie u mnie. Sztandarowym przykładem są komentarze pod tekstem o tym, dlaczego tytuły na grzbietach książek drukuje się w różnych kierunkach. […]

trackback

[…] Czy tylko mnie zawsze zastanawiało, dlaczego tytuły książek na grzbiecie są w różnym położeniu? Niby sprawia to, że jest różnorodnie, ale z drugiej czasami mnie to irytuje. Jeśli ciekawi Was […]

wpDiscuz